Obowiązkowy Foung-Choei.
W czasach, kiedy Chińczycy byli narodem cywilizowanym – to znaczy przed panowaniem Mao Tse-Tunga – przywiązywali wielą wagę do zdrowia domów. W dziedzinie tej bardzo szczególnej higieny, Chińczycy byli nawet o wiele bardziej zaawansowani i wyrafinowani, niż my, na Zachodzie. Przed rozpoczęciem budowy domu, nie omieszkali nigdy poradzić się specjalisty od Foung-Choei, swego rodzaju geofizyka, na pół różdżkarza, na pół urzędnika, który sprawdzał, czy w wybranym miejscu nie emanuje z ziemi lub z podziemia żadne złowrogie promieniowanie. Pozwolenie na budowę było udzielane tylko wtedy, gdy badanie geofizyczne nie ujawniło żadnego niebezpieczeństwa. W sposób szczególnie surowy zabronione było wznoszenie domów na żyłach Smoka, to znaczy – nad podziemnym biegiem rzeki, niezależnie od jego głębokości. Prefekci Republiki Francuskiej są mniej rozsądni mniej ostrożni, niż mandaryni Niebiańskiego Cesarstwa. A szkoda! Byłoby o połowę mniej chorych dzięki czemu Kasa Ubezpieczeniowa nie byłaby na krawędzi bankructwa – gdyby u nas też żaden dom nie mógł być zbudowany bez pozytywnej opinii mistrza Foung-Choei. Wystarczyłoby utworzyć grupę urzędników-różdżkarzy, specjalnie wprawionych w wykrywaniu prądów ziemskich, i zmusić architektów do konsultowania ich przed rozpoczęciem każdej pracy, nawet tylko na planie. Dzięki temu przestano by budować (jak to ma miejsce na co dzień) śmiertelne więzienia dla niewinnych, do- my-z-chorobami, komunalne bloki powodujące rozstrój nerwowy, podmiejskie domki-ze-zmęczeniem, w ogóle wszelkie jak najbardziej nowoczesne pomieszczenia mieszkalne, wygodne, higieniczne.