Wygoda i luksus
Wchodząc do dyrektorskiego biura mojego klienta rzucają mi się natychmiast w oczy wygoda i luksus, z jakimi jest ono urządzone. Wszystko wydaje mi się w porządku, i nic nie razi mojej wyczulonej wrażliwości. A przecież na ogół wchodząc do pomieszczenia, którego atmosfera jest zakłócona jakimkolwiek urokiem, jestem natychmiast ostrzeżony przez pewien rodzaj zawodowego węchu, który posiadam. Przeprowadzam mimo to dochodzenie, w sposób jak najbardziej skrupulatny, według mojej zwykłej metody, to znaczy – wyciągam przed siebie otwartą dłoń, we wszystkich kierunkach, i prowadzę ją przez wszystkie zakątki pomieszczenia, jak antenę. Przechodząc wzdłuż ściany znajdującej się za biurkiem, przy którym siada dyrektor, na wysokości około 60 cm, czuję nagle lodowaty prąd, który przeszywa mi dłoń. Jest to dla mnie charakterystyczny dzwonek alarmowy, który wskazuje, że źródło uroku czy szkodliwości jest blisko. Tak, tyle że w tym właśnie miejscu nie widzę nic podejrzanego: stoi tu jedynie biblioteczka ścienna zastawiona oprawionymi książkami. Ponawiam próbę, by sprecyzować pochodzenie prądu: wrażenie zimna, które odczuwam w dłoni powiększa się w miarę, jak zbliżam się do rzędu książek umieszczonych dokładnie za fotelem mojego klienta, na wysokości nerek. Zaintrygowany, zastanawiam się, co może kryć się za książkami. „Czy pozwoli pan?”